<title_newspaper="Trybuna robotnicza">
<title_article="‘Romans z Wodewilu’">
<author_1="Edward Piestrzyński">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-08">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Zanim przejdziemy do omówienia ostatniej premiery katowickiej, warto choć w kilku słowach zająć się rocznicą, którą wraz z całą ziemią śląską obchodzi jej czołowa placówka teatralna. Pięciolecie wyzwolenia Śląska jest zarazem jubileuszem Teatru im. Wyspiańskiego w Katowicach — najpracowitszej chyba sceny w kraju, — sceny, która w stopniu budzącym podziw i szacunek potrafiła powiązać trudną i uciążliwą działalność teatru masowego, obsługującego cały niemal teren Zagłębia Węglowego z wysokim poziomem artystycznym przedstawień.
Szczegółowe podsumowanie pięcioletniej pracy Teatru znajdzie czytelnik w ostatnim numerze wydawnictwa „Wieczory Teatralne”. Wystarczy jeśli powiemy, że w okresie pięciu powojennych sezonów Teatr im. Wyspiańskiego dał ogółem 62 premiery, w tym 34 sztuki autorów polskich. Cyfra przedstawień w tym okresie na obu scenach katowickich i w terenie wyniosła 2.588, przy imponującej ilości 1.025,486 widzów, po większej części na przedstawieniach organizowanych dla świata pracy. W pamięci widowni utrwaliły się na zawsze świetne spektakle o ogólnopolskim ciężarze gatunkowym, takie jak: „Wieczór trzech króli”, „Jegor Bułyczow” czy wreszcie nagrodzone ostatnio na Festiwalu w Warszawie przedstawienie „Mieszczan”. To wszystko składa się na piękny dorobek pięciolecia Teatru — dorobek, który niewątpliwie nadal będzie pomnażany przez młody i ambitny zespół Teatru im. Wyspiańskiego.
A teraz o samej premierze.
Trochę niedobrze się stało, iż kierownictwo teatru dało się zasugerować cyfrą 170 przedstawień, jaką osiągnęła w Krakowie komedyjka Władysława Krzemińskiego — „Romans z wodewilu”. Przy najszczerszych chęciach trudno w tej sztuczce doszukać się walorów, które usprawiedliwiały by jej krakowską karierę. Pewnym wytłumaczeniem może być tu tylko sentyment krakowian dla rodzimego, podwawelskiego folkloru, reprezentowanego w tym utworze. Zgadzamy się, że ongiś przed laty krotochwila muzyczna Stefana Turskiego — „Krowoderskie zuchy”, która posłużyła Krzemińskiemu jako materiał do „Romansu”, mogła bawić publiczność krakowską, odkrywając przed nią po raz pierwszy zaklęte rewiry murarskiej Krowodrzy.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>